Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
294 posty 69 komentarzy

Wolny Czyn

Wolny Czyn - W matriksie "3 RP"...

Psychuszki i tajne rozprawy. Tych tematów Gowin unika

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

TYLKO U NAS! Są tematy zamilczane nawet w opisach zła i nieszczęścia, którym dla polskich ofiar stała się Trzecia Rzesza Pospolita. Należą do nich psychuszki, konfiskaty mienia ofiar, i tajne rozprawy

 

My jednak milczeć nie zamierzamy...

Zgodnie z odpowiedzią Ministerstwa Sprawiedliwości (reprezentowanego przez Sekretarza Stanu, pana Stanisława Chmielewskiego) na interpelację poselską nr 23134 z 21 lipca 2011 r., strony i publiczność mają prawo nagrywać obraz i dźwięk rozpraw cywilnych (pod pewnymi warunkami). Z pełnym stanowiskiem Ministerstwa Sprawiedliwości można zapoznać się tutaj:

http://orka2.sejm.gov.pl/IZ6.nsf/main/383CAD80

W przeszłości w różnych sądach nasi reporterzy zdobyli dowody, że Ministerstwo Sprawiedliwości wprowadziło w błąd opinię publiczną i posłów na Sejm, gdyż w rzeczywistości w sprawach cywilnych w Polsce sądy odmawiają stronom, dziennikarzom i publiczności prawa do utrwalania obrazu i dźwięku. Publikowaliśmy liczne relacje filmowe z tych wydarzeń.

26 lutego 2013 r. Sąd Okręgowy w Katowicach - w składzie: pani sędzia SSO Małgorzata Staszków-Greiner (Przewodnicząca), pani sędzia SSO Marta Szczocarz-Krysiak i pan sędzia SSO Krzysztof Żyłka - rozpatrywał sprawę cywilną dotyczącą konfiskaty mienia pana S. Modrzejewskiego. Uprzednio, w roku 2012, Sąd Okręgowy w Katowicach (w innym składzie) orzekł pozbawienie wolności S. Modrzejowskiego i umieszczenie go w psychuszce, najcięższym rodzaju więzienia w Polsce; zatem na rozprawę w sprawie konfiskaty swego mienia S. Modrzejowski dotarł w konwoju policji. Z przebiegu rozprawy i wypowiedzi Sądu zdaje się wynikać, że jawność rozpraw, prawo społeczeństwa do informacji i stanowisko Ministerstwa Sprawiedliwości w zakresie nagrywania rozpraw nie budzi entuzjazmu również sędziów Sądu Okręgowego w Katowicach.

Na filmach: na korytarzu przed rozprawą uwagami o wymiarze niesprawiedliwości w Polsce dzieli się Jan Jączek, koordynator Ruchu Obrony Praworządności; początek rozprawy; następnie dziennikarz (M. Cysewski), który odmówił podporządkowania się poleceniu wyłączenia kamery, nie o własnych siłach opuszcza salę sądu

***

Kontakt z redakcją: tel. 511 060 559

ppraworzadnosc@gmail.com

http://wolnyczyn.nowyekran.net/

https://sites.google.com/site/wolnyczyn/

KOMENTARZE

  • Nienagrywanie rozpraw, odmowa nagrywania ma swoje uzasadnienia
    Nienagrywanie rozpraw 15 - 20 lat temu było uzasadniane brakiem pieniędzy na drogi sprzęt, teraz sprzęt jest bardzo tani, nie ma problemu ani zapisem ani z nośnikami i też się nie nagrywa rozpraw, a dodatkowo jak w tym przypadku odmawia prawa do nagrywania innym. Prawo przewiduje odmowę ale tylko w jednym przypadku, gdyby nagrywanie miało przeszkodzić w procesie, jest to zapis bardzo stary kiedy kamery to były szafy i zabrakłoby miejsca na sali na same kamery i ich obsługę. Dzisiaj nie ma żadnej przeszkody, a jednak są sędziowie którym nagrywanie przebiegu rozprawy jest w czymś przeszkodą, mimo że przez odmowę przekraczają swoje uprawnienia.

    Z doświadczenia na sali rozpraw wiem, że jedyną realną przeszkodą może być niemożność późniejszego sfałszowania protokołu z rozprawy poprzez manipulację słowem świadków i stron, z czym wielokrotnie się spotkałem. Nagrywanie rozprawy wykluczyłoby działania przestępcze sędziów na etapie ustalania faktów - a tu najłatwiej o manipulację procesem.
  • @jagna 14:56:16
    Kreowany na konserwatystę

    zdjecieJarosław Gowin, rocznik 1961, wieloletni pracownik miesięcznika „Znak”, przez ponad dekadę redaktor naczelny czasopisma, jedna z głównych postaci „Kościoła otwartego”, przywódca grupy polityków, którzy pragną uchodzić za skrzydło konserwatywne w Platformie Obywatelskiej. Warto przyjrzeć się jego drodze zawodowej i politycznej, osobom, które miały na niego wpływ. To pozwoli lepiej zrozumieć wiele jego decyzji i wyborów.

    Obecny minister sprawiedliwości urodził się w Krakowie, ale lata szkolne i licealne spędził w Jaśle. Jego rodzice działali po wojnie w Zrzeszeniu „Wolność i Niezawisłość”. Ale jego poglądy, spojrzenie na świat ukształtowały się przede wszystkim w latach 80. Na Uniwersytecie Jagiellońskim studiował filozofię, należał do „Solidarności” i Niezależnego Zrzeszenia Studentów, ale nie był wówczas aktywnym działaczem obu organizacji.

    Trudno go było też wtedy uważać za osobę głęboko zaangażowaną w życie Kościoła. Wszystko zmieniło się po tym, jak Gowin zaczął chodzić na wykłady w Dominikańskim Duszpasterstwie Akademickim „Beczka”. Tam za swojego mistrza uważał o. Jana A. Kłoczowskiego, teologa, filozofa, historyka sztuki. Tam też poznał osoby z kręgu Jerzego Turowicza, dzięki którym znalazł się potem w „Znaku”. Od tego czasu datuje się m.in. jego znajomość z o. Maciejem Ziębą.

    W latach 80. Jarosław Gowin wyjechał na stypendium na Uniwersytet w Cambridge. Tam poznał prof. Zbigniewa Pełczyńskiego, który organizował przyjazdy polskich stypendystów. Gowin do dziś nie ukrywa, że Pełczyński miał duży wpływ na ukształtowanie jego poglądów. Przeprowadzili wiele rozmów, dyskusji. Wśród setek osób, które przyjechały na stypendia załatwiane przez Pełczyńskiego, było także wielu ludzi, którzy po 1989 r. znaleźli się wśród decydentów III RP.
    Soros

    Zbigniew Pełczyński zaangażował się w działalność polityczną w kraju, wiążąc się ze środowiskiem późniejszej Unii Demokratycznej. W latach 90. był doradcą sejmowej Komisji Konstytucyjnej, zasiadał też w radzie doradzającej rządowi w zakresie kształcenia urzędników państwowych. Co więcej, Pełczyński został konsultantem Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej (poprzedniczka Unii Europejskiej) i OECD ds. reformy władz i administracji publicznej, więc można powiedzieć, że w jakimś stopniu odpowiadał za kształt polskiej administracji.

    Ale jeszcze zanim żywot zakończyła PRL, w 1988 r. prof. Pełczyński przyjechał do Polski z pieniędzmi George’a Sorosa i założył Fundację im. Stefana Batorego. W fundacji działa zresztą do dziś, zasiadając w jej radzie.

    Z fundacją aktywnie współpracowały „Tygodnik Powszechny” i „Znak”. Gdy Jarosław Gowin był redaktorem naczelnym miesięcznika „Znak”, wspólnie z Fundacją Batorego wydawano książki, m.in. w ramach cyklu „Demokracja. Filozofia i praktyka” – była to seria około 50 tytułów, na którą złożyły się np. dzieła z zakresu myśli politycznej, prace dotyczące problemów funkcjonowania demokracji, tworzenia społeczeństwa obywatelskiego.

    O tych związkach fundacji z krakowskim wydawnictwem świadczy fakt, że do dziś członkiem rady Fundacji Batorego jest także Henryk Woźniakowski, prezes wydawnictwa Znak. Wcześniej w tym gremium zasiadał m.in. ks. bp Tadeusz Pieronek, jak również: ks. Józef Tischner, Jerzy Turowicz, Bronisław Geremek i Leszek Kołakowski.

    Fundacja zaangażowała się w tworzenie „społeczeństwa obywatelskiego”, ale pod tym kryło się np. wspieranie polityków i organizacji, które opowiadały się za rozdziałem Kościoła od państwa, lecz wedle pomysłów Unii Wolności promujących m.in. rozszerzenie prawa do aborcji. Dotacje z fundacji otrzymywała np. feministyczna Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Z kolei sama fundacja jest hojnie wspierana przez duże zagraniczne wydawnictwa działające w Polsce, a także przez Agorę.

    Warto dodać, że w 1994 r. Zbigniew Pełczyński założył Szkołę dla Młodych Liderów Społecznych i Politycznych, gdzie przygotowuje się ludzi mających tworzyć elitę społeczną, oczywiście w duchu liberalnym.
    Ramię w ramię z „GW”

    Jarosław Gowin pracę zawodową rozpoczął w Instytucie Nauk Społecznych Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie, cały czas angażując się też w sprawy Kościoła. Przyjaciele z duszpasterstwa pomogli mu znaleźć pracę w „Znaku”, a w latach 1994-2005 był redaktorem naczelnym miesięcznika (zasiadał też w zarządzie wydawnictwa). Pisał w „Tygodniku Powszechnym”, gdzie miał stałą rubrykę, a to już świadczyło o roli Gowina. Jego pozycja była wtedy tak mocna, że uważano go za jednego z kandydatów do przejęcia schedy w „Tygodniku” po Jerzym Turowiczu.

    Pamiętajmy, że wtedy krakowskie środowisko „Znaku” i „Tygodnika” stało w awangardzie zmian, jakie zachodziły w Polsce. Politycznie była to kalka „Gazety Wyborczej”. Oba tytuły popierały linię prezentowaną przez Adama Michnika, walczyły nie tylko z postulatami lustracji, dekomunizacji, broniąc ustaleń Okrągłego Stołu – dla nich największym wrogiem była prawica, zwłaszcza katolicka. Głosiły też postulaty „odnowy” polskiego Kościoła, zerwania z katolicyzmem ludowym, budowania „Kościoła otwartego”, walczącego z rzekomym polskim szowinizmem, antysemityzmem.

    Nic więc dziwnego, że Gowin chwalił Michnika, „doceniał” zasługi jego gazety dla „poszerzania wolności słowa i pluralizmu”. Wyrażał przekonanie, że bez „Gazety Wyborczej” byłoby mu „jeszcze trudniej oddychać atmosferą dzisiejszej Polski”. Ale zastrzegał jednocześnie, że nie zamyka oczu na „negatywne strony oddziaływania ’Gazety’ na sprawy polskie”.

    Najbardziej znamienny jest jednak następujący passus: „Nie mam też zamiaru ukrywać zasadniczego sporu ideowego dzielącego mnie od Adama Michnika – znacznie bardziej zresztą w sprawach politycznych niż kościelnych”. Te słowa padły w 1996 r., w czasie gdy „GW” już od dawna stała na czele frontu walki z Kościołem, strzegącym depozytu wiary i tradycji. I to Gowinowi nie przeszkadzało, uwierały go tylko niektóre elementy stricte polityczne w linii „Gazety”.

    Już w 1990 r. Jarosław Gowin związał się z Forum Prawicy Demokratycznej, które założył Aleksander Hall, minister w rządzie Tadeusza Mazowieckiego. FPD weszło potem w skład Unii Demokratycznej (przekształconej kilka lat później w Unię Wolności, po połączeniu z KLD Donalda Tuska).

    Naturalne było więc, że Gowin znalazł się w prezydenckim komitecie wyborczym Mazowieckiego (kierował nim Henryk Woźniakowski, późniejszy szef wydawnictwa Znak). I przyszły senator PO przez wiele lat pozostawał częścią tego środowiska. Jego zerwanie z Unią Wolności miało – według znajomych Gowina – powody ambicjonalne. Po prostu postanowił robić karierę na własny rachunek, gdy zorientował się, że gwiazda UW zwyczajnie gaśnie, a rozbłysła PO.
    Ksiądz Tischner

    Niewątpliwie osobą, która wywarła największy wpływ na Jarosława Gowina, był ks. Józef Tischner. Sam zainteresowany zresztą tego się nie wypiera, podkreśla, że to rozmowy z ks. Tischnerem, zarówno te prywatne, jak i prowadzone na antenie Radia Kraków czy spisane w formie książkowej, ukształtowały jego myślenie „na kwestie wolności i Kościoła”.

    A ks. Tischner też nie był neutralny w kwestiach politycznych, zasiadał we władzach krajowych Unii Wolności, a podczas jednej z kampanii wyborczych wystąpił też w spocie Kongresu Liberalno-Demokratycznego. W latach 90. był symbolem „nowoczesnego Kościoła”, chcącego prowadzić „dialog” z innowiercami i niewierzącymi. Za mentorów Gowina w środowisku kościelnym uważano też ks. abp. Józefa Życińskiego i ks. bp. Tadeusza Pieronka.

    I to właśnie początek lat 90. był dla Gowina najlepszy, jeśli spojrzeć na to pod kątem budowania jego pozycji w środowisku „Znaku” i „Tygodnika Powszechnego”. Dzięki kilku głośno promowanym książkom zaczął być uważany za jedną ze sztandarowych postaci młodego pokolenia katolickich działaczy. Rozmowy z ks. Józefem Tischnerem dały podwaliny pod pracę doktorską Gowina – „Kościół w czasach wolności 1989-1999”, która potem ukazała się w formie książki.

    Pozycja „Religia i ludzkie biedy: Księdza Tischnera spory o Kościół” była już poświęcona w całości przedstawieniu spojrzenia ks. Tischnera na sprawy Kościoła. Z Dorotą Zańko Gowin napisał dwa wywiady rzeki. Jeden oczywiście z ks. Tischnerem – „Przekonać Pana Boga”, a drugi z ks. abp. Józefem Życińskim – „Niewidzialne światło”. Do tego dochodzi wiele artykułów traktujących o polskim Kościele, a głównie o jego rzekomych problemach. I w zasadzie poza ten „krąg tischnerowski” Jarosław Gowin nie wychodził.

    Nie można się więc dziwić, że jako redaktor naczelny „Znaku” Gowin nie zmienił linii miesięcznika, tylko ją twórczo rozwijał, zapraszając na łamy przede wszystkim „postępowych” księży i katolików świeckich. Zawsze też znalazło się tam poczesne miejsce dla „lewicy laickiej”, bo przecież najważniejsze było prowadzenie „dialogu”. Bo jak pisał Gowin we wspomnianej wcześniej książce „Kościół w czasach wolności 1989-1999”, to właśnie zerwanie dialogu z liberalną inteligencją laicką było „jedną z największych strat Kościoła” w omawianej przez niego dekadzie. Z inteligencją laicką, czyli z tymi – kontynuował autor – „których katolicy powinni traktować – według określenia księdza arcybiskupa Życińskiego – jako wędrowców wspólnego szlaku”.

    Gowin dzielił Kościół na „otwarty” i „zam-knięty”; ten pierwszy to oczywiście było jego środowisko, a ten drugi reprezentowało Radio Maryja. Wedle Gowina: „Rozgłośnia reklamująca się jako ’katolicki głos w polskim domu’ jest rzecznikiem skrajnych poglądów i postaw politycznych, wyrażanych często w formie nie dającej się pogodzić z duchem chrześcijaństwa”. Sugerował wręcz, że to sekta, która doprowadzi do rozbicia polskiego Kościoła.

    A przez to, że większość kapłanów i wiernych zaliczana była przez elity do Kościoła „zamkniętego”, Jarosław Gowin chętnie pisał o kryzysie, jaki rzekomo trawił z tego powodu polski katolicyzm. Kryzys zaś wynikał, jego zdaniem, z nadmiernego zaangażowania Kościoła w życie publiczne. I dlatego apelował, aby Kościół „nie włączał się” do polityki. I nie ukrywał w książce „Kościół po komunizmie”: „Moja ocena dotychczasowej działalności i roli Kościoła w postkomunistycznej Polsce pozostaje krytyczna”. Krytyczna oczywiście w duchu „GW” i „TP”.

    Po śmierci swojego mistrza Gowin uznał się za spadkobiercę jego myśli, czego najdobitniejszym dowodem jest organizowanie corocznych Dni Tischnerowskich, podczas których debatuje się o sprawach społecznych, religijnych i politycznych według „wskazówek” księdza. W 2003 r. powstaje też Fundacja „Instytut Myśli Józefa Tischnera”, która „stawia sobie za cel ochronę i upowszechnianie intelektualnego dorobku ks. Józefa Tischnera oraz twórczą kontynuację najważniejszych wątków Jego filozofii”. Instytut organizuje wykłady, prelekcje, seminaria, wydaje książki.
    Szkoła

    Jarosław Gowin idzie za ciosem, postanawia wykorzystać swoją pozycję i w 2003 r. zakłada przez Instytut Wydawniczy „Znak” Wyższą Szkołę Europejską im. ks. Józefa Tischnera w Krakowie i zostaje jej pierwszym rektorem (ustępuje w 2011 r., gdy zostaje ministrem sprawiedliwości). Od początku nie ukrywa, że uczelnia ma kształcić przyszłe elity polityczne kraju zgodnie z ideą nakreśloną przez jej patrona.

    Funkcję założyciela WSE przejęło potem Europejskie Centrum Certyfikacji, którego współzałożycielem jest zaś Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych „Lewiatan”, kierowana od wielu lat przez Henrykę Bochniarz, jedną z czołowych reprezentantek feministycznego Kongresu Kobiet.

    Wiele o profilu uczelni mówi skład jej rady patronackiej. Zasiadają w niej (obok Gowina, który funkcję rektora zamienił na członka rady): Władysław Bartoszewski, Zbigniew Brzeziński, Jerzy Buzek, Norman Davies, Aleksander Hall, ks. Michał Heller, Jerzy Jedlicki, Tadeusz Mazowiecki, Piotr Nowina Konopka, ks. bp Tadeusz Pieronek, Jacek Saryusz-Wolski, Aleksander Smolar, Władysław Stróżewski, Jerzy Szacki, Adam Zagajewski, o. Maciej Zięba, Andrzej Zoll. Wcześniej w radzie zasiadali nieżyjący już: Bronisław Geremek, Ryszard Kapuściński, Czesław Miłosz, Jan Nowak-Jeziorański, Jan Kułakowski, ks. abp Józef Życiński.

    Znamienne, że jednym z najważniejszych sponsorów i – jak to się nazywa – partnerów uczelni jest niemiecka Fundacja Adenauera, bardzo silnie związana z rządzącą w Berlinie CDU. Co więcej, patronem Katedry Integracji Europejskiej też jest pierwszy kanclerz RFN Konrad Adenauer, którego trudno uważać za przyjaciela Polski.

    A w gronie mecenasów WSE znalazł się Janusz Palikot (swego czasu również zaliczany do grupy Gowina w PO), który przez swoją fundację finansowo wspierał np. konferencje organizowane przez krakowską uczelnię.
    Pseudokonserwatysta

    Jarosław Gowin ma w PO opinię konserwatysty. W tej liberalnej partii, która coraz częściej schodzi na pozycje zajmowane dotąd przez lewicę, jego poglądy mogą rzeczywiście kwalifikować się do miana „konserwatywnych”. Przeczą jednak temu wybory ideowe dokonywane od ponad 20 lat przez ministra sprawiedliwości. On sam zresztą w jednym z wywiadów dla „Gazety Wyborczej” mówił, że z wieloma poglądami bliżej mu „do Kościołów protestanckich niż katolickiego” i jego przekonania nie są skrajne, one „ewoluują”. A to, że feministki czy homoseksualiści nazywają Gowina „katolickim fundamentalistą”, mało ma wspólnego ze stanem rzeczywistym.

    Krzysztof Losz

    Nasz Dziennik, Fot. M.Borawski/Nasz Dziennik
  • @jagna 14:56:16
    Dzięki takim bezbarwnym i nijakim filozofom, jak Jarosław Gowin, patron fundacji król Stefan Batory jawi się jako żandarm, zwalczający wszelkie ruchy narodowe i swobody obywatelskie, a Kościół staje się instytucją, w której nie ma już Boga, a tylko rządzą nią prawa dyktowane przez ateistów i liberalnych faszystów. Miałem okazję przyjrzeć się bliżej Gowinowi w okresie nagonki na ks. abp. Stanisława Wielgusa. Bezpardonowo wtedy zaatakował tę Osobę na łamach kilku brukowców rzucając pokrętne argumenty, dlatego wolę go omijać szerokim łukiem. Po tuskowej reprymendzie Gowin teraz będzie gotów głosować na homosiów. Nikt na Gowina mnie nie nabierze!
  • @jagna 14:51:29
    Już pod koniec lat 50-tych sowieckie służby miały świadomość, że komunizm nie wytrzyma konkurencji z Zachodem. W tym celu zaczęto przygotowywać scenariusze zmiany ustrojowej, o czym dowiadujemy się od samego Suworowa (szpiega KGB zbiegłego na Zachód). W pierwszej fazie tych przemian pod koniec lat 70-tych w Polsce powstają “osiedla za żelazną bramą”, gdzie mają zamieszkać komuniści, którzy uwłaszczą się na majątku narodowym. Natomiast dla pełniejszego zabezpieczenia się przed kolejnym “protestem społecznym” lokowali swoich agentów typu Bolek wśród opozycji w celu przejęcia i neutralizacji tych protestów Jednak skala protestu w Sierpniu `80 pokrzyżowała ich plany i ostatecznie dopiero wprowadzenie Stanu Wojennego umożliwiło dalszą kontynuację tych zamierzeń Natomiast na Zachodzie wpływowe grupy interesu (masoneria) dążyły do przejęcia wpływów nad Polską. W tym celu wprowadzają do opozycji swoich rezydentów i pod pozorem finansowania opozycji, wspierają ich działania. Komuniści mają pełną świadomość, że osłabiona i podzielona opozycja nie stanowi dla nich już żadnego partnera, a za rezydentami masońskimi stoi przecież potęga Zachodu. Tworzą więc już w roku `84 scenariusz Okrągłego Stołu do którego jako czynnik wiarygodności dopuszczony będzie Kościół i opozycja, co potwierdza A. Golicyn (Trzecia Faza Przemian). Tak więc Okrągły Stół stał się porozumieniem pomiędzy komuną i masonerią, a dopuszczeni opozycjoniści i Kościół stanowili jedynie przykrywkę To tam związuje się przyszła agentura, czasami zwana “grupą trzymającą władzę”. Stąd obecna scena polityczna w Polsce to walka dwóch ideologii, liberalnej (masońskiej) z chrześcijańską, a nie kłamliwie nazywana wojną POlsko – Polską.
  • @Kula Lis 62 18:05:34
    a ja się nadziwić nie mogę, jak masz uporządkowane te wszystkie informacje które wstawiasz w komentarzach. Dla mnie, przy moim bałaganiarstwie (taki wrodzony nawyk), to trudne do wyobrażenia.
  • @zadziwiony 08:03:34
    Powrót psychuszek
    Tagi: szpital psychiatryczny, represje, psychuszki, przestępcy, polityka polska, Jarosław Gowin, Donald Tusk
    Dodano: 28.02.2013 [07:09]
    Powrót psychuszek - niezalezna.pl
    foto: Michał Kołyga
    Rząd Donalda Tuska forsuje nowe prawo pozwalające na przymusowe leczenie psychiatryczne osób, które nie popełniły żadnego przestępstwa. Przeciwko projektowi zmian protestują psychiatrzy, prawnicy i opozycja. – To może oznaczać powrót psychuszek – mówi „Codziennej" Stanisław Piotrowicz z Prawa i Sprawiedliwości.

    W najbliższych miesiącach wolność odzyskają niebezpieczni przestępcy skazani w PRL-u na karę śmierci, którym następnie na mocy amnestii zmieniono wyrok na 25 lat więzienia. W ciągu pięciu lat takich przestępców wyjdzie ponad setka. Więźniowie ci mogą stanowić zagrożenie dla społeczeństwa, dlatego Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało projekt zmian w kodeksie karnym i innych ustawach. Znowelizowana zostanie również ustawa o ochronie zdrowia psychicznego. Ministerstwo planuje wprowadzić przepis, który mówi: „Osoba, która w związku z chorobą psychiczną, upośledzeniem umysłowym, zaburzeniem osobowości lub zaburzeniem preferencji seksualnych zagraża życiu, zdrowiu lub wolności seksualnej innych osób albo rozwojowi seksualnemu małoletnich, może być przyjęta (np. do szpitala psychiatrycznego – przyp. red.) bez zgody wymaganej w art. 22 (osoby leczonej lub jej opiekuna prawnego – przyp. red.), jeżeli sąd opiekuńczy orzekł o potrzebie umieszczenia jej w ośrodku terapii osobowości lub szpitalu".

    Zdaniem prawników i lekarzy psychiatrów tak sformułowany przepis może stanowić pretekst do nadużyć. Opozycja twierdzi, że takie przepisy to kolejny przejaw ograniczenia swobód obywatelskich. – Mamy do czynienia z pełzającym totalitaryzmem – mówi Stanisław Piotrowicz, zastępca przewodniczącego komisji sprawiedliwości i praw człowieka.

    Więcej na ten temat w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennej"
    Autor: Jacek Liziniewicz
    Żródło: Gazeta Polska Codziennie
  • @zadziwiony 08:03:34
    Mam wszystko uporządkowane tematycznie, mam na to czas, już nie pracuję. Pzdr!
  • @Kula Lis 62 09:13:22
    Dla rządów totalitarnych, każda metoda jest dobra aby wykluczyć opozycję, a u nas wszystko zmierza w tym kierunku i tak spełnią się prorocze słowa ryżego parchofryca władzy raz zdobytej nie oddamy. Stalinowska służba medyczna wymyśliła "schizofrenie bezobjawową". Parchofryc sepleniący i rerający Donald wraz ze swoimi mentorami wraca do źródeł.
  • Skandal totalny bo:
    1.Przewodnicząca wyłącza ...Sąd RP!!!- obowiązana była zarządzić swoją decyzję ponownie DOPIERO po zapytaniiu dwóch pozostałych sędziów czy PODTRZYMUJĄ JEJ (bezprawną) likwidację "nagrywania rozprawy" - po żądaniu TEGO przez media i org.społeczną, tak należało rozumieć LEGALNIE wniosek o "reasumpcję" zarządzenia:
    2.Przewodnicząca nie wie że Sąd nagrywa PROKOKÓŁ ROZPRAWY, a nie ROZPRAWĘ która nagrywają media,etc.
    3.Totalny skandal i KOMPROMITACJA DWÓCH KIBICÓW\adwokatów!? stron, których zamilczaniem "praworządności..." powinni mieć dyscyplinarki za nie zainteresowanie opłaconym IM tematem;
    4.Lewnicza Przewodnicząca głosi ZAKAZ nagrywania "KOMUKOLWIEK rozprawy" - pełne jaj i matactwo na start, a ad-WOT-caty! w ich sprawie też ciągle małczajet;

    Itd, itd w Popis Landowym teatrum bezprawia.Zgroza!

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930