Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
294 posty 69 komentarzy

Wolny Czyn

Wolny Czyn - W matriksie "3 RP"...

Uciekać? Zaleszczyki a Brochów

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W dyskusji o Marszu 11 Listopada pojawił się frapujący pomysł mostu na Dniestrze w Zaleszczykach. Na szczęście, są w Polsce i inne mosty

 

Drugi od lewej: płk Józef Beck; trzeci od lewej - gen. Roman Abraham. Zjazd legionistów w Krakowie w latach 1930-tych
 
W dyskusji o Marszu 11 Listopada pojawił się frapujący pomysł mostu na Dniestrze w Zaleszczykach (zob. łącze poniżej). Gwoli prawdy historycznej, nie tu a przez Pokucie i most na Czeremoszu ewakuował się prezydent, rząd, Wódz Naczelny i sporo wojska. Tak wspominają to żołnierze:
Staliśmy na wysokim brzegu rzeki i patrzyliśmy na ten most, czekając swojej kolei. Wojsko szło i szło; pieszo, na samochodach, wozami. Nowe, wspaniałe czołgi, które ani razu nie były w ogniu; działa przeciwlotnicze; motocykliści z karabinami maszynowymi; kompanie reflektorów; saperzy z pontonami (...) Żołnierze mieli łzy w oczach. Przechodząc przez most oglądali się za siebie (…)[1]
Mamy więc jeden motyw mostu. Mostu potężnego, z wieloma przęsłami. Mostu win zaniechania. Życie okazało się okrutne dla Rydza-Śmigłego. Nie był tchórzem; piękny żołnierski życiorys, ale w tym najważniejszym dniu jego życia okazało się, że nie wie co robi. I tak przeszedł swój most ze świata do nie-świata, do wiecznej hańby.
Na szczęście są w Polsce i inne mosty.
Generał Roman Abraham w młodości zasłynął rekordową podobno liczbą spotkań o świcie w ujeżdżalni 1. Pułku Szwoleżerów im. Józefa Piłsudskiego w Warszawie. Pojedynki były zakazane, a przeto nic a nic o nich nie wiedziało dowództwo ganizonu warszawskiego, co łatwiej pojąć z wiedzą, że znaczną część tego czasu garnizonem dowodził gen. Wieniawa-Długoszowski, ostatni legalny Prezydent - ale i najbarwniejsza postać Dwudziestolecia, „szwoleżer na Pegazie”. We Wrześniu 1939 r. generał Abraham dowodził Wielkopolską Brygadą Kawalerii, a potem własną Grupą Operacyjną Kawalerii. Po wojnie opublikował Wspomnienia wojenne znad Warty i Bzury (Wyd. MON Warszawa 1969 r.) Oto jak Generał pamięta 13 września i początek walk o Brochów:
„Bezprzykładną chwałą okrył się w tym dniu porucznik Ignacy Bukowiecki, dowódca plutonu działek przeciwpancernych 7 pułku strzelców konnych.
W chwili kryzysu walki pod Brochowem, na zachodnim jeszcze brzegu Bzury, jego pluton z otwartych stanowisk ogniowych zwalcza ukazujące się po stronie wschodniej czołgi nieprzyjaciela, które manewrując i kryjąc się w sadach i ogrodach utrudniają celny ostrzał. Bukowiecki, widząc zmagania szwadronów rotmistrza Kozłowskiego z trudem powstrzymujących czołgi niemieckie, pragnie za wszelką cenę znaleźć się jak najbliżej pola walki, by móc odciążyć i skutecznie wesprzeć będących w opałach strzelców konnych.
Po chwili, wśród rozpryskujących się granatów, pędzi porucznik Bukowiecki na czele swych działek wprost na przeprawę i mostek brochowski, którego rozluźnione i chwiejące się przęsła oraz rozbita drewniana nawierzchnia pozwalały zaledwie na przejście piechoty. Z mostu lecą drzazgi i deski. Wydawało się, że za chwilę rozsypie się doszczętnie. Chciałoby się go wesprzeć własnymi ramionami. Chłopcom towarzyszy jednak szczęście żołnierskie. Wpadają do parku brochowskiego i dalej na wlot drogi z Konar. Na tym najbardziej zagrożonym odcinku Bukowiecki odpiera przeciwuderzenia czołgów i osłania walczące szwadrony swojego pułku. Osobiście kieruje ogniem, wysuwając działka dla dogodniejszego ostrzału ku przodowi.Wreszcie i samą śmierć zniecierpliwić musi stałe zaglądanie jej w oczy. Pada ugodzony serią strzałów z karabinów maszynowych. Pochowano go w Brochowie, w ziemi, którą zrosił obficie własną krwią (s. 146)
Po skończonej walce generał Abraham poszedł w stronę mostu.
Przesuwam się w stronę mostu. Kilkanaście metrów dalej - przy skarpie wschodniego brzegu Bzury - spotykam sztab 7 pułku strzelców konnych (...) Raz jeszcze oglądam ledwie trzymający się most, po którym przegalopował porucznik Bukowiecki ze swoimi działkami. Przęsła chybocą się, nawierzchnia rozbita i podziurawiona. Nie chce się wprost wierzyć, by można było po nim przejechać! Walczących żołnierzy przeniosła widocznie na skrzydłach Nike!(s. 148-149)[2],[3].
 
Ku przodowi.
Jak najbliżej pola walki.
 
Mariusz Cysewski
 

 

 

Dyskusja o Zaleszczykach, ucieczce i walce, i narodowym potencjale oporu:
 
Kontakt: tel. 511 060 559
 


[1] J. Meissner, żądło Genowefy, Warszawa wyd. MON 1973.
[2] Roman Abraham, Wspomnienia wojenne znad Warty i Bzury, wydanie II poprawione, Wyd. MON Warszawa 1990.
[3] Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari; pośmiertnie. O śp. por. Bukowieckim: http://www.bohaterowie1939.pl/polegly,bukowiecki,ignacy,276.html

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30